Recenzja – „Czerwone dziewczyny” Kazuki Sakuraba


„Trzy kobiety, trzy historie, trzy epoki. Epicka, wielowątkowa opowieść o trzech pokoleniach rodziny Akakuchibów, barwny portret Japonii od 1945 roku po czasy współczesne i mroczna zagadka pewnego morderstwa.”

Do tej lektury zachęciła mnie rekomendacja porównującą ją do powieści Harukiego Murakamiego. Lubię też powieści, w których przedstawiona jest kultura dalekich krajów, a że w Japonii nigdy nie byłam, to kraj ten znam jedynie z literatury. Niemniej Japonia swoim bogactwem kulturowym fascynuje wielu autorów.

Powieść opowiada o trzech pokoleniach kobiet: Manyo, Kemaris i Toko. Każda z nich ma inną, ciekawą historię, która poruszy czytelnika. Manyo to kobieta pochodząca z tajemniczego ludu gór. Została porzucona jako mała dziewczynka i tylko dzięki dobremu sercu obcych jej ludzi przeżyła. Kemaris to jej córka. Jedna z bardziej nieprzewidywalnych bohaterek powieści. Nie brak jej hartu ducha, jest typową buntowniczką pełną niespożytkowanej energii. Jako artystka odniosła wielki sukces na polu zawodowym, jednak w prywatnym życiu nie potrafi już tak dobrze sobie poradzić. Toko jest najmłodsza z tej trójki. To córka Kemaris i wnuczka Manyo, która z nich wszystkich jest najbardziej zwyczajna. To właśnie ona dowie się od swej babki czegoś, co wstrząs niej jej światem i pokieruje dalszymi jej działaniami.

Autorka podzieliła utwór na trzy części. Pierwsza z nich obejmuje okres od roku 1953 do 1975. To opowieść o pochodzeniu Manyo. O jej życiu wśród obcych ludzi, o tym, jak mała dziewczynka musiała zaaklimatyzować się wśród osób jej nieprzyjaznych. Druga część to lata od 1979 do 1998. Zdecydowanie już bliższe wielu czytelnikom. Tu poznajemy bliżej życie Kemaris, która nie miała szczęścia do mężczyzn. Ostatnia część to czasy dobrze nam znane. A w tej części czytelnik wraz z Toko odnajduje kolejne ślady, które doprowadzą do rozwiązania zagadki tajemniczego morderstwa.

„Czerwone dziewczyny” to wielopokoleniowa historia. Losy trzech kobiet przeplatają się w wielu ważnych momentach. Czytelnik wyraźnie może dostrzec jaki wpływ na ich życie mają kolejne podejmowane przez nie decyzje oraz jak na dzieje przyszłości oddziałuje to, co miało miejsce w przeszłości.

Kazuki Sakuraba to autorka, którą charakteryzuje niezwykły styl. Powieść napisana jest w sposób, który wciąga czytelnika. Pisarka potrafi budować napięcie i tworzyć kolejne zagadki i tajemnice. Ogromnym plusem są przypisy, które wyjaśniają czytelnikowi wiele pojęć i terminów pochodzących z kultury japońskiej.

„Czerwone dziewczyny” to obraz społeczeństwa, które na przestrzeni wielu lat przechodziło kolejne zmiany i transformacje. W ciekawy sposób autorka pokazała, jaki wpływ na losy człowieka miały jego poglądy.

Powieść, oprócz tego, że przedstawia wielopokoleniową sagę rodzinną, ukazuje, jak jedno niewielkie z pozoru działanie podjęte wobec jednej z kobiet miało wpływ na całą jej linię rodu. W „Czerwonych Dziewczynach” czytelnik dostrzeże zarówno niejedną intrygę jak i  romans, nie zabraknie też śledztwa w sprawie tajemniczego morderstwa. Moim zdaniem najciekawsze były losy Manyo, jej dar przepowiadania przyszłości był niezwykły. Jej chart ducha i wola życia były niezrównane. Kemari i Toko to bohaterki równie wyraziste,jednak ich dzieje nie wywołały już u mnie tyle emocji.  Autorka łączy wiele wątków, niejednokrotnie mogących wywołać sporo kontrowersji. Kazuki przybliża czytelnikowi kulturę Japonii. Każdy czytelnik lubiący historie wprost z dalekiego wschodu powinien sięgnąć po tę książkę.

Recenzja: Agnieszka Dryjańska

Udostępnij ten wpis!

Dodaj komentarz

Facebook
Instagram
Twitter
Google+
YouTube
RSS