Recenzja – „Ewa” W M. Paul Young


„Ewa” jest chyba pierwszą książką o tematyce religijnej, po jaką w całym swoim życiu sięgnęłam. Należę do zwolenników zasady, która mówi, że głównym źródłem poznania świata, jak i człowieka jest Pismo Święte. Książki religijne są więc dla mnie zbędnymi dodatkami, które w ostateczności przekazują te same wartości i zasady co „najstarsza księga świata”.

Książki o tej tematyce w zasadzie nie mają zbyt wielkiego popytu we współczesnym świecie, dlatego też ogromnym zdziwieniem dla mnie był ten nagły i jakże ogromny zachwyt nad twórczością pana Young’a. Jego powieść „Chata” stała się światowym bestsellerem i nawet doczekała się własnej ekranizacji, która nie dawno miała swoją premierę. Przepełniona wieloma wątpliwościami, postanowiłam sięgnąć po jego najnowszą powieść „Ewa” i przekonać się na własnej skórze, w czym tkwi fenomen jego opowieści…

Główną bohaterką tej historii, wbrew pozorom nie jest Ewa, lecz… Lilly. Jest to młoda dziewczyna, ciężko doświadczona przez los. Zostaje znaleziona w kontenerze, który został wyrzucony przez fale na brzeg. Jej ciało jest mocno oziębione i poobijane. Dzięki Janowi Zbieraczowi i pomocy Uzdrowicieli i Uczonych, dziewczyna po długim czasie wraca do zdrowia. Podczas licznych badań, jakie zostały przeprowadzone podczas jej rekonwalescencji, Uczeni dokonują zdumiewającego odkrycia. Lilly dzieli kod genetyczny z każdą znaną ludzką rasą! Nikt nie zdaje sobie sprawy, co oznacza jej przetrwanie… Nikt poza Ewą – Matką Żyjących, która nazywa Lilly swoją „córką” i zabierają ją w fascynującą podróż do POCZĄTKU. Dziewczyna odkrywa prawdę o swoim losie. Prawdę o NAS SAMYCH.

„Tak jak CHATA pozwoliła czytelnikom odkryć osobistą relację z Bogiem, tak EWA przyniesie nam wyzwolenie od błędnych interpretacji, które zatruwają międzyludzkie relacje od czasów Edenu.”

Początek był dla mnie niezwykle trudny. Świadomość tego, że nie do końca rozumiem, co autor chce mi przekazać, była niesamowicie irytująca. Ten brak zrozumienia sprawił, że podczas lektury pierwszych rozdziałów książki, towarzyszyło mi jedynie znudzenie. Jednak z każdą kolejną stroną, odkrywałam piękno oraz ponadczasowość historii o stworzeniu świata i upadku pierwszych ludzi…

Styl pisania autora nie należy do prostych. Podczas czytania, musiałam w niektórych momentach naprawdę mocno się skupić, by zrozumieć sens słów autora. Ogółem rzecz biorąc, cała historia wymaga pełnego skupienia u czytelnika. Nie jest to jakaś banalna historia o Edenie, którą można spotkać w większości ilustrowanych Biblii dla dzieci czy też młodzieży.

Każdy z nas, w większym czy też mniejszym stopniu, zna historię stworzenia człowieka. Wersji tego niezwykłego zdarzenia jest wiele, jednak każda z nich oparta jest na podstawach historii, zapisanej w Piśmie Świętym. Tak samo jest w przypadku „Ewy”, Young’a. Różnica polega jedynie na tym, że autor przedstawił  wydarzenia w bardziej poetycki sposób, przez co uczynił je jeszcze piękniejszymi.

Muszę wspomnieć tutaj o pewnym małym drobiazgu, dzięki któremu autor zyskał moją przychylność i aprobatę. Otóż zapewne u wielu z was (głównie mężczyzn), po przeczytaniu fragmentu o upadku pierwszych ludzi, nasuwa się jeden wniosek: to kobieta nakłoniła mężczyznę do „zjedzenia” owocu, przez co automatycznie staje się winna za ich upadek. Young w swojej książce przedstawia zupełnie odwrotną wersję, w której to właśnie Adam w większym stopniu przyczynił się do klęski. Więcej zdradzać nie będę. Zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję.

„Ewa” to świetny powrót do początku ludzkiego bytu. Niezbyt prosta w odbiorze, ale skrywająca niezwykłe piękno. Pan Young bardzo mnie zaintrygował swoją twórczością. „Ewa” jest pierwszą, ale zdecydowanie nie ostatnią książką tego autora, po jaką sięgnę. Polecam!

Recenzja: Anna Pasiut

Udostępnij ten wpis!

Dodaj komentarz

Facebook
Instagram
Twitter
Google+
YouTube
RSS