Recenzja – „Król Węży” Jeff Zentner


Kilka lat, a może to już kilkanaście lat temu, często sięgałam po literaturę młodzieżową, odnajdując w niej wiele emocji, uczuć oraz problemów, które mnie wtedy dotyczyły. Dziś chcę wam przedstawić pewną książkę, która poruszy serca nie tylko nastolatków, ale również dorosłych.

Powieść pt. Król Węży napisana przez Jeffa Zentnera. Od razu wydaje się być nieszablonową, ponieważ autor jest piosenkarzem, kompozytorem oraz gitarzystą, a Król Węży jest jego pierwszą książką. Dlaczego uważam tę sytuację za nieszablonową? Ponieważ Król Węży jest kawałkiem naprawdę dobrze napisanej i wartościowej literatury. Rzadko kiedy udaje się osiągnąć taki efekt przy debiucie i to w dodatku, gdy wcześniej związało się swoje życie i karierę z muzyką. Chociaż z drugiej strony, może właśnie dlatego, czytając tę książkę, miałam wrażenia, że ani na chwilę słowa nie traciły rytmu i konsekwentnie prowadziły przez całą treść.

Muszę się przyznać, że spodziewałam się po tej książce czegoś zupełnie innego. Po pierwsze opis nie wyjawiał zbyt wiele, co mnie zaintrygowało, a jednocześnie zaniepokoiło. Ciężko mi było ustalić czy dana pozycja to obyczaj, czy może zawiera również elementy magii albo kryminału. Jednak już po kilku stronach wiedziałam, że właśnie stanęłam u progu fantastycznej historii obyczajowej.

Autor przedstawia losy trójki przyjaciół: Lydii, blogerki modowej, która marzy o wyjeździe na wymarzone studia w wielkim mieście, Travisa, chłopaka zatopionego w świecie książek fantastycznych, który nigdzie nie rusza się bez swojego specjalnego kija, a także Dilla, którego ojciec – pastor został skazany za posiadanie nagich zdjęć nieletnich. Wszyscy są osobami, których życie w liceum daleko odbiega od ideału.

Łączy ich szkoła, przyjaźń, a także pragnienie zmiany swojego życia na lepsze. Oprócz nietolerowania wśród rówieśników ze szkoły, każdy z nich ma inne, naprawdę poważne, problemy, z którymi muszą zmagać się każdego dnia. Lydia musi zmierzyć się ze strachem o internetową popularność, wstydzi się swoich przyjaciół, choć nie chce tego przyznać. Travis boi się ojca, który po śmierci starszego syna zmienił się na gorsze, a Travis jest dla niego wyłącznie rozczarowaniem. Dill natomiast, jako syn pastora skrajnego odłamu wierzących, którzy wyznają znaki, jest podejrzany wśród swoich – wszyscy wraz z matką, uważają, że nagie zdjęcia nieletnich należały do Dilla, a nie do pastrora. Każdy z bohaterów przeżywa swój własny wewnętrzy dramat, a w miarę rozwoju akcji dowiadujemy się, jak ważnym elementem naszego życia są przyjaciele i wsparcie z ich strony

W miarę upływu czasu, akcja się rozwija i poznajemy historię o prawdziwym Królu Węży, który stanowi tajemniczy element opowieści.

Podczas czytania towarzyszyły mi skrajne emocje. Starałam się nie angażować w wydarzenia, a jednak nie byłam w stanie się oprzeć bohaterom i ich charyzmie. Język jest naprawdę lekki i przyjemny, dzięki czemu książkę się wręcz połyka.

Jeżeli miałabym znaleźć jakieś wady to są to postaci kobiece. Głównie chodzi mi o postaci matek – są ledwie zarysowane i łatwo można odczuć, że autor nie poświęcił zbyt wiele czasu na ich kreację. Tylko postać Lidii przełamuje ten schemat.

Czy przyjaciołom uda się pokonać przeciwności oraz osiągnąć wymarzone cele? Czy zrobią krok w przyszłość, nawet jeśli jest skryta za mgłą? Czy wreszcie będą się trzymać razem, bez względu na wszystko?

Przeczytajcie, a nie pożałujecie. Powiem więcej, będziecie tęsknic za tymi bohaterami zupełnie tak, jak ja tęsknię teraz.

Recenzja: Alicja Wlazło

Udostępnij ten wpis!

Dodaj komentarz

Facebook
Instagram
Twitter
Google+
YouTube
RSS