Recenzja – “Mąż potrzebny na już” Małgorzata Falkowska

"Mąż potrzebny na już"

Kiedy tylko powieść Małgorzaty Falkowskiej pojawiła się w zapowiedziach wydawniczych, zaczęłam odliczać dni do premiery. Miałam wobec niej naprawdę wysokie oczekiwania. Czy je spełniła? Zaraz się okaże…


Zwykle do debiutów podchodzę nieco sceptycznie. Zupełnie nie wiem z czego to wynika, w końcu każdy wielki pisarz zaczynał swoją karierę od tej pierwszej książki. Właściwie nie ma reguły, może się okazać, że debiut był udany, a później odnotowujemy tendencję spadkową. Czasem jest wręcz przeciwnie, z każdą kolejną powieścią poprawia się styl, pojawiają nowe, coraz lepsze pomysły, a fabuła okazuje się bardziej dopracowana. I w tym właśnie miejscu oświadczam, że “Mąż potrzebny na już” to powieść, której nie powstydziłyby się pisarki z długim stażem.

Co najbardziej rzuca się w oczy? Niezwykła wyobraźnia autorki i jej ogromne poczucie humoru! Obydwie te cechy nierozerwalnie łączą się ze sobą, tworząc mieszankę wybuchową. Skutkuje ona niekontrolowanymi wybuchami śmiechu, uważajcie zatem gdzie czytacie. Ja na przykład byłam ostatnio jedyna osobą, która cieszyła się, stojąc w korku!

Genialne pomysły Małgosi najlepiej widać w momencie, kiedy jej bohaterka szuka męża! Tak fantastycznych rozwiązań nie wymyśliłabym, choćbym siedziała nad tym rok. Sytuacje, do których dochodzi wycisną Wam łzy z oczu i zastanowicie się dwa razy, zanim pójdziecie szukać męża na przykład na… stadionie! Humor, serwowany przez autorkę, widoczny jest również w dialogach oraz postaciach, które stworzyła. Tutaj prym wiedzie zdecydowanie Zosia, ale główna bohaterka dotrzymuje jej dzielnie kroku, zwłaszcza kiedy postanawia zrealizować swoje postanowienie.

Sześć przyjaciółek to wyjątkowo mocny element powieści. Pokazane w ciekawy sposób, na różnych etapach życia, stanowią doskonały dowód na to, że można się przyjaźnić niezależnie od statusu majątkowego, pozycji zawodowej, czy stanu cywilnego. Nawet osoby niespecjalnie grzeszące inteligencją, mogą wiele wnieść do grupy. W przypadku Zosi, z pewnością będą to niezwykłe powiedzenia, będące połączeniem tych powszechnie znanych, z jej własną inwencją twórczą! Niektóre na stałe powinny wejść do naszego słownika… Warto jednak zwrócić również uwagę na bohaterów drugiego planu. Autorka nie pominęła także ich. Tutaj niepodzielnie rządzą babcie! Największym zaskoczeniem okazuje się natomiast siostra Berki. Nic Wam jednak więcej nie zdradzę, przekonajcie się sami.

Powieść świetnie się czyta również dlatego, że znajdziemy w niej wiele odniesień do życia codziennego i sytuacji, w których sami bywamy. Przykładem może być wizyta w szpitalu i reakcje ludzi na pracowników służby zdrowia oraz ich podejście do pacjentów. Wszystko oczywiście przedstawione w sposób lekki i zabawny. Odniesienia znajdziemy również do książek, filmów, muzyki, programów telewizyjnych, bajek, a nawet… do Ewy Chodakowskiej! Jak czytamy w podziękowaniach, Małgosia jest jej wielką fanką. Pewnie nie będzie to zaskoczeniem, jeśli napiszę, że cały czas wypatrywałam nawiązań do literatury. Na szczęście Berka kocha książki, trochę ich zatem było…

Bohaterka, którą stworzyła autorka, to taka polska wersja Bridget Jones. Tylko chyba jeszcze zabawniejsza i bardziej kreatywna. No i niestety jeszcze bardziej pechowa. Niestety dla niej, na szczęście dla nas, bo jej potknięcia doprowadzają czytelnika do śmiechu. Płeć męska w książce… no cóż, nie prezentuje się zbyt dobrze. Można by rzec, że autorka wyszukała najgorszych facetów, jacy chodzą po tym świecie i postawiła ich wszystkich na drodze Berki. Za to jej współlokator budzi nasza sympatię od samego początku. Na jego barkach spoczywa ogromna odpowiedzialność – musi pokazać, że normalni mężczyźni też istnieją.

Wątek głównej bohaterki może nie jest zbyt zaskakujący, w sumie od początku wiedziałam jak to się potoczy, jednak wszystko to, co dzieje się w międzyczasie dookoła sprawia, że ciężko oderwać się od lektury! Prosty i przystępny język, “lekkie pióro” oraz wszechobecny humor sprawiają, że “Mąż potrzebny na już” to idealna lektura dla każdego, kto chce zapomnieć o trudach dnia codziennego i całkowicie oddać się przyjemnej lekturze. To także doskonały pomysł na prezent, niezależnie od wieku obdarowywanego. Spodoba się zarówno przyjaciółce, mamie, jak i babci! Nie gwarantuję jednak, że po skończonej lekturze, seniorki nie rzucą niańczenia wnuków i nie postanowią zaszaleć. A co! W końcu każdemu się należy…

Bardzo cieszy mnie dopisek z tyłu okładki informujący, że niebawem poznamy dalsze losy Berki i jej zwariowanych przyjaciółek. Ja już zacieram ręce, a Was zachęcam do lektury tego wyjątkowo udanego debiutu.

Recenzja: Katarzyna Małek

Udostępnij ten wpis!

Dodaj komentarz

Facebook
Instagram
Twitter
Google+
YouTube
RSS