Recenzja – „Onikromos” Paweł Matuszek

onikromos„Przeprawa przez nieznane”

Paweł Matuszek to były redaktor naczelny “Nowej Fantastyki” oraz “Fantasy & Science Fiction”, dziennikarz i autor opowiadań. W 2011 roku zadebiutował powieścią “Kamienna Ćma”, która przyniosła mu nominację do Nagrody im. Janusza A. Zajdla. “Onikromos” jest jego drugą książką wydaną przez wydawnictwo Mag i utrzymaną w konwencji szeroko pojętej fantastyki. Do zapoznania się z nią zachęciła mnie zarówno przepiękna, dopracowana, klimatyczna oprawa graficzna z ilustracją autorstwa Dark Crayon, jak i zapowiedź zagadkowej, nieschematycznej, surrealistycznej, oscylującej między grozą i fantasy treści. Ponieważ wcześniejsze dzieło tego pisarza wzbudzało dość mieszane reakcje czytelników, byłam bardzo ciekawa, jak odbiorę jego twórczość oraz czy nietypowa, bardzo złożona i ambitna forma, jaką lubi posługiwać się Matuszek, mnie nie zmęczy. Miałam nadzieję, że natknę się na historię wymykającą się najpopularniejszym tendencjom współczesnej fantastyki, intrygującą i niepokojącą. Co otrzymałam? Czy “Onikromos” spełnił moje oczekiwania?

Powieść Pawła Matuszka to właściwie zbiór mikroopowieści, które pozornie zdają się nie łączyć ze sobą. Z czasem wyodrębnia się jednak główny bohater – Druss – ostatni człowiek żyjący w Linvenogre, specjalista od tropienia manifestacji zakłóceń prowadzących do przenikania się rzeczywistości. Usiłuje on rozwiązać zagadkę śmierci swojego brata Basala, skrzętnie skrywaną przez rządzącą miastem Radę. Nieco pomagają mu w tym Tenan i Hemal – przedstawiciele dwóch dominujących ras. Możliwe, że cała sprawa ma związek z iluzjonistą Vessero, niezwykłymi podróżami i czymś, czego Druss nigdy nie zaznał, a poznali jedynie nieliczni i na zawsze zmienili przez to sposób postrzegania rzeczywistości, z czymś, czego nie da się racjonalnie wyjaśnić. W “Onikromosie” znajduje się mnóstwo historii umiejscowionych w nieraz prawie całkowicie od siebie odmiennych, alternatywnych rzeczywistościach. Niektóre opowieści toczą się w czasach i realiach przypominających współczesne, inne zaś w miejscach obcych, gdzie ludzki gatunek praktycznie nie występuje, w światach wykreowanych z rozmachem, posiadającym własne tradycje i dziwne prawa fizyki. Prawie wszystkie są fascynujące i pozwalają czytelnikowi dokonać kolejnych interpretacji oraz zbierać cegiełki do połączenia wszystkich faktów i domysłów, a także znaleźć nawiązania do wcześniejszych. Jeżeli sami chcecie spróbować połączyć tę osobliwą układankę w całość – zapoznajcie się z “Onikromosem”.

Bohaterowie wykreowani przez Matuszka to grono bardzo różnorodne, nietypowe i zaskakujące. Niektórzy z nich są ledwie zarysowani, tajemniczy i funkcjonują zupełnie inaczej niż ludzie, celebrując własne rytuały, sprowadzając czynności fizjologiczne do rangi obrzędu oraz zachowując się wybitnie ekscentrycznie w porównaniu do człowieka, inni zostali przedstawieni dość szczegółowo i praktycznie nie różnią się od dzisiejszych społeczeństw, dzięki czemu odbiorca może utożsamić się z nimi w większym stopniu. Poszczególne rasy posiadają własny, charakterystyczny sposób komunikacji, styl bycia, wygląd i hierarchię społeczną. Każda nieco inaczej interpretuje więc odmienność, doświadcza niezrozumiałych dla siebie zjawisk i przestrzega wytyczonych przez własną mentalność i terytorium granic, których przekroczenie może skutkować chaosem, doświadczeniem czegoś przerażającego i niepojętego.

Dzieło Pawła Matuszka zostało napisane bardzo bogatym, plastycznym językiem. Liczne, nieraz synestezyjne opisy imponują dokładnością i mocno oddziaływają na wyobraźnię odbiorcy, choć czasami ich monumentalność i długość może nieco męczyć, bo wymagają dużego skupienia uwagi, koncentracji na nieraz znaczących dla opowieści niuansów. Całość ma niemalże osiemset stron. Powieść imponuje onirycznym, surrealistycznym klimatem, od którego czasami może zjeżyć się włos na głowie. Stanowi połączenie typowych dla science fiction elementów z fantasy, grozą i new weird. Jej istota bazuje na motywie strachu przed nieznanym, odmiennością, odkrywaniu swojej tożsamości i przekraczaniu sztywnie wyznaczonych przez własną percepcję barier. Często zaciera się tu granica między marą a jawą, zaś czas zdaje się być nad wyraz płynny. To ambitna, najeżona filozoficznymi odniesieniami, nieoczywista, literacka droga przez labirynt świadomości.

„Onikromos” to świetna, wykreowana z rozmachem, nietypowa, złożona z wielu intrygujących fragmentów opowieść, którą mogę uznać za pewien powiew świeżości na rynku polskiej fantastyki. Możliwe, że kiedyś do niej powrócę i odkryję w niej jeszcze coś nowego, czego nie wypatrzyłam za pierwszym razem.

Polecam: wielbicielom ambitnych, złożonych, nietypowych, surrealistycznych powieści fantastycznych.

Nie polecam: początkującym czytelnikom, odbiorcom, którym przeszkadza obecność licznych, szczegółowych opisów, szukającym w lekturze tylko lekkiej, nieskomplikowanej rozrywki.

Recenzja: Flora Woźnica

Udostępnij ten wpis!

Dodaj komentarz

Facebook
Instagram
Twitter
Google+
YouTube
RSS