Recenzja – „Szczęściary” Agnieszka Jeż, Paulina Płatkowska


Jagodę i Malinę poznałam już jakiś czas temu. Były one bohaterkami książki Agnieszki Jeż i Pauliny Płatkowskiej zatytułowanej „Nie oddam szczęścia walkowerem”. Te dwie dziennikarki spotkały się przypadkiem po wielu latach w przymierzalni sklepu z odzieżą używaną a ich przyjaźń rozkwitła na nowo. Szybko okazało się, że odnowienie kontaktów było zbawienne dla nich obu. Los spłatał im figla a życie nie szczędziło urozmaiceń. Rozpad długoletnich związków, nowe zauroczenia, rodzące się miłości, zawirowania w pracy, trudy macierzyństwa – nadeszła karuzela niespodziewanych i nie zawsze przyjemnych zdarzeń. Na nowo odkryta przyjaźń pozwoliła im to wszystko przetrwać. Ja również towarzyszyłam im w tych wszystkich zawirowaniach i bardzo je polubiłam. Kiedy moja ówczesna literacka podróż dobiegła końca, wydawało się, że w życiu bohaterek nastała wymarzona stabilizacja i obie szczęśliwie dotarły do spokojnego portu.

Dlatego z wielką przyjemnością wybrałam się jeszcze raz do Warszawy, w odwiedziny do Jagody i Maliny i zagłębiłam się w lekturze „Szczęściar”. Zgodnie z tytułem w tej części od szczęścia aż kipi. Obie znalazły mężczyzn swojego życia i jednocześnie przygotowują się do ślubu. Do tego Jagoda spodziewa się trzeciego dziecka. Ale oczywiście, życie jak to życie, ma swoje plany i nie zawsze wszystko układa się tak jak powinno. No, ale od czego jest przyjaciółka? W jej towarzystwie wszystko staje się łatwiejsze.

Żeby było jeszcze ciekawiej, narracja książki skonstruowana jest w sposób nieszablonowy. Tego co dzieje się w ich życiu dowiadujemy się bezpośrednio od obydwu bohaterek, a dokładnie z ich e-mailowej korespondencji, którą regularnie się wymieniają. W tych e-mailach jest wszystko. Oprócz szczegółowej relacji z przygotowań do ślubów, ponownego macierzyństwa i skarg na bolączki życia codziennego, dostajemy również mnóstwo mądrych przemyśleń na temat przyjaźni, miłości, rodzicielstwa i tego wszystkiego co w naszym życiu odgrywa ogromną rolę, a na co zabiegane na co dzień nie zwracamy większej uwagi. Można się z bohaterkami zgadzać lub nie, ale te wszystkie refleksje, którymi się między sobą (a przy okazji z nami) dzielą są mądre i bardzo prawdziwe.

Moją uwagę zwrócił szczególnie jeden temat. W „Nie oddam szczęścia walkowerem” Malina była dziennikarką katolickiego pisma zatytułowanego „ On żyje”. W „Szczęściarach” pracuje już w tym samym piśmie co Jagoda. Nie zmienia to jednak faktu, że Bóg i życie zgodne z jego przykazaniami jest dla niej bardzo ważny. Swoimi wątpliwościami i przemyśleniami dzieli się oczywiście z przyjaciółką. Uważam, że za podjęcie tego tematu należą się autorkom wielkie brawa i podziękowania. Bo mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach temat religii, wiary i Boga budzi tylko bardzo skrajne emocje. Albo go z całej siły bronimy, popadając niekiedy w niepotrzebną przesadę albo – jako przeciwnicy – całkowicie negujemy jego obecność, obrzucając przy okazji błotem jego obrońców. Okazuje się, że jednak można inaczej. Można porozmawiać o Bogu, dzielić się z kimś swoimi wątpliwościami, zostać zrozumianym i wysłuchanym, a co najważniejsze, choć nie jest to łatwe i wymaga wielu wyrzeczeń, da się żyć zgodnie z naukami Kościoła. I można pisać o tym w książkach, nie wzbudzając negatywnych emocji.

Serdecznie zapraszam do świata Jagody i Maliny. Gwarantuję wam mile spędzony czas w towarzystwie dwóch wspaniałych dziewczyn, z którymi niewątpliwie się zaprzyjaźnicie. Skąd ta moja pewność? Bo Jagoda i Malina to kobiety takie same jak my. Z wysoko podniesioną głową walczą ze wszelkimi przeciwnościami losu, ocierają łzy i z uśmiechem na twarzy wygrywają. A my razem z nimi możemy wykrzyczeć pełnym głosem jeden z punktów (chyba najważniejszy) ich Manifestu Czerwcowego: „Wszystko jest możliwe!”.

Mam nadzieję, że już nie muszę was zachęcać do lektury tej książki, ale coś wam jeszcze zdradzę. Autorki rozwiązały pewną zagadkę nurtującą nas od początków dorosłego życia. One wiedzą, dlaczego tak szybko chciałyśmy dorosnąć. Myślę, że tak jak zgodzicie się z nimi. Chcecie się dowiedzieć? Zapraszam do lektury!

Recenzja: Dorota Skrzypczak

Udostępnij ten wpis!

Dodaj komentarz

Facebook
Instagram
Twitter
Google+
YouTube
RSS