Recenzja – „Trupojad i dziewczyna” Ahsan Ridha Hassan


Pierwsze co rzuca się w oczy kiedy spojrzymy na „Trupojada i dziewczynę”, to okładka. Niby nic w tym nadzwyczajnego – zanim przeczytamy opis, sięgamy po daną pozycję dzięki ciekawej grafice, kompozycji, czy rzucającej się w oczy kolorystyce. Czasem przyciąga nazwisko autora, ze względu na jego popularność lub nasze osobiste upodobania. W tym przypadku najbardziej intrygująca okazała się właśnie okładka – mroczna i tajemnicza, czyli zapowiadająca taki gatunek, jaki najbardziej lubię. Niestety, wiąże się to również z dużymi oczekiwaniami. Czy autor im sprostał? W dużej mierze tak.

Zanim przystąpiłam do lektury, musiałam się dowiedzieć czegoś więcej o samym twórcy. Nie ukrywam, że zainteresowało mnie jego oryginalne nazwisko. Przez moment myślałam, że może to być pseudonim. Okazało się natomiast, że Ahsan Ridha Hassan to Polak o irackich korzeniach. Jego twórczość porównuje się do wielu znanych i cenionych pisarzy. A to sprawia, że nasze oczekiwania rosną.

Historia, którą stworzył, zaczyna się w przełomowym dla głównej bohaterki momencie. Ulega ona bowiem wypadkowi, w wyniku którego zapada w śpiączkę, a dokładniej rzecz ujmując – budzi się w alternatywnej rzeczywistości. Wszystko to za sprawą kota, który odgrywa tu znaczącą rolę. Adrianna trafia do świata, który wygląda prawie identycznie jak jej własny. Szybko okazuje się jednak, że znajome miejsca zaczynają przekształcać się w coś zupełnie innego. Każdy kolejny punkt, do którego trafia ukazuje swoje drugie oblicze – mroczne, niebezpieczne i tajemnicze. Dwa światy powoli przestają się przenikać, a Adrianna staje się Panią Klątwą, której za przewodnika służy kot Chowaniec. Tak naprawdę do końca nie wiemy, która rzeczywistość jest prawdziwą, a która stanowi jedynie wyobrażenie. W nowym miejscu wszyscy powtarzają Adriannie, że spała i w końcu została obudzona aby wykonać swoje zadanie. Bohaterka powoli zaczyna zapominać o życiu, które dotychczas prowadziła…

Pierwszą rzeczą, na którą zwróciłam uwagę były odniesienia do baśni, wplecione przez autora do fabuły. Wyłapywanie ich w trakcie czytania daje dużo frajdy. Oczywiście każda historia została opowiedziana na nowo i jest dużo bardziej mroczna, ale pewne szczegóły sprawiają, że bez trudu możemy ją skojarzyć. Odnajdziemy tu między innymi Alicję z Krainy Czarów, Czerwonego Kapturka czy Śpiącą Królewnę. Wszystko to spowija cień, zło czai się na każdym kroku i nawet Pani Klątwa nie może czuć się bezpiecznie. Cała aura tajemniczości i grozy to duży walor powieści. Aby nie było zbyt strasznie, otrzymujemy tu całkiem solidną dawkę humoru. Głównie za sprawą naszego kociego przewodnika, który z pewnością nie należy do tych słodkich i przemiłych zwierzątek, które dają się głaskać swoim panom. Moim zdaniem to jedna z najciekawszych postaci. Złośliwy, ironiczny i krnąbrny sierściuch z miejsca skradł moje serce. Jestem za to zawiedziona zbyt pobieżnie opisanym wątkiem tytułowego Trupojada. Cała historia została doskonale przemyślana i ciekawie przedstawiona, ale czuję pewien niedosyt. Chyba zbyt późno ta postać pojawia się w powieści. A szkoda, bo pomysł był naprawdę trafiony.

Fabuła skojarzyła mi się nieco z grą komputerową. Bohaterka budzi się i dostaje kolejne zadania, którym towarzyszy przemieszczanie się z jednego punktu do drugiego. Owe zagadki odciągają nas trochę od głównego wątku i wprowadzają niepotrzebny chaos. Muszę się również przyczepić do wątku miłosnego. Zwykle w tego typu powieściach uważam takie „odskocznie” za zbędne. Tutaj jednak chłopak, który pojawia się w życiu bohaterki, wyjątkowo przypadł mi do gustu, a jego obecność doskonale wpisała się w całą historię. Wszystko natomiast dzieje się zbyt szybko i jeszcze szybciej się urywa. Wygląda to trochę jak motyw wtrącony „od niechcenia”, niezbyt przemyślany, ale pasujący tematycznie do akcji powieści. Szkoda, że autor nie pokusił się o rozwiniecie tej relacji, mogłoby być ciekawie.

Książkę czyta się naprawdę dobrze. Widać, że Pan Hassan posiada talent do tworzenia obrazów słowem i potrafi pobudzić wyobraźnię czytelnika. Całość napisana jest w lekki sposób, można ją pochłonąć naprawdę szybko. Spodoba się zarówno nastolatkom, jak i dorosłym, każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Dla mnie największą zaletą „Trupojada i dziewczyny” jest to, że wchodząc do świata wykreowanego przez autora, wyłączamy nasze racjonalne myślenie. Od tego momentu przestaje nas dziwić cokolwiek – gadający kot, krwiożercze myszy, czy też inne dziwne postaci rodem z najgorszego koszmaru. Zostajemy pochłonięci i wraz z bohaterką odkrywamy kolejne tajemnice. Mam nadzieję, że i Was ogarnie magia alternatywnej rzeczywistości.

Recenzja: Katarzyna Małek

Udostępnij ten wpis!

Dodaj komentarz

Facebook
Instagram
Twitter
Google+
YouTube
RSS