Recenzja – „Wojny Przestrzeni” Paweł Majka


Po eliminacji pięciu z sześciu swoich wrogów, Mirosław Kutrzeba wyrusza by dopaść ostatniego z nich. Niestety, choć to niemal koniec jego drogi, nie wydaje się to takie łatwe. Zemsta zatacza swoje kręgi. Teraz Kutrzeba nie jest tylko mścicielem swojej rodziny, ale także celem innych ludzi, których skrzywdził podczas pokonanej do tej pory drogi. Mając u boku ducha zemsty zwanego Zmorą i kilku sprzymierzeńców, planuje w końcu zakończyć to, co obiecał swojej wciąż prześladującej go żonie. Czy zemsta zakończy się powodzeniem? Kim jest ostatni z oprawców? Pytania się mnożą, a wrogowie nie śpią.

Kontynuacja świetnie przyjętego „Pokoju Światów” autorstwa Pawła Majki, to niesamowita przygoda, w której autor nie zna pojęcia granicy wyobraźni. Choć nieco odmienna od pierwszej części powieść, głównie przez mniej irracjonalne podejście, nadal robi wrażenie. Fani Kutrzeby i jego Zmory będą mogli nacieszyć się masą akcji i wciąż niekończących się przygód. Czy kontynuowanie „Pokoju Światów” było dobrym pomysłem? Jasne, że tak!

Kto miał przyjemność czytać pierwszą książkę Pawła Majki wie, że poziom wyobraźni autora jest na wysokim poziomie. Marsjanie, którzy zaatakowali ziemię, wysyłając mitbomby, dzięki którym ożyły postacie z wszelkich ziemskich mitów i legend? Opis mówi sam za siebie. Choć pierwszy tom był mocno naszpikowany wszelką magią, tak w drugiej części nacisk został położony na coś zupełnie innego. Owszem, spotkamy się niejednokrotnie z elementami fantasy, jednak jest jej zdecydowanie mniej.

Cała historia opowiedziana jest w dwóch odstępach czasowych. Jedna historia opowiada o losach Kutrzeby z roku 1977. Druga jednocześnie porusza losy Drygła i Hoygrena z roku 2172 oraz przygody Olgi w Malowanej Moskwie – świecie znajdującym się wewnątrz obrazu, do którego trafiają namalowani po śmierci ludzie. Wszystko cały czas kręci się wokół zemsty Kutrzeby, której wypełnienie zależy od unicestwienia Szóstego, czyli ostatniego oprawcy odpowiedzialnego za śmierć rodziny bohatera. Nie zabraknie także postaci znanych z poprzedniego tomu, jak Burzymur, Korycki, Nowakowski czy nieodstępująca Kutrzeby na krok Zmora.

W książce urzekł mnie ogrom pomysłów, które zastosował autor. Wszystko cały czas trzymało się całości i nie sprawiało czytelnikowi większego problemu w zrozumieniu historii. Choć wydawałoby się, że nie jest to nic wielkiego, to zauważmy, że książka ma ok. 650 stron, a akcja dzieje się jednocześnie w trzech miejscach, które z racji dzielących ich lat nie do końca się pokrywają. Do tego dodajmy świetny język autora i jego dużą umiejętność kreowania ciekawych i charakterystycznych postaci, jak chociażby Behemoth, który zdobył moją wielką sympatię od samego początku.

Jeżeli miałbym być szczery, to nie przychodzi mi nic na myśl, jeżeli chodzi o coś negatywnego. Nie mogę powiedzieć, że książka jest jedną z lepszych jakie czytałem w życiu, ale skłamałbym mówiąc, że jest zła. Wysoki poziom, jaki Paweł Majka prezentuje w swoich powieściach nigdy nie spada poniżej średniej (a przeczytałem niemal wszystkie jego książki). Chyba najbardziej mógłbym mieć obiekcje co do okładki, która niestety nie prezentuje wysokiego poziomu. Ludzie mówią „nie oceniaj książki po okładce”. W przypadku „Wojen przestrzeni” sprawdza się to w stu procentach.

Podsumowując, książka jest ciekawa, fajnie kontynuuje motyw przedstawiony w tomie pierwszym. Zdecydowanie spodoba się każdemu, komu nie straszne jest oderwanie się od rzeczywistości oraz tym, którzy lubią niecodzienną wyobraźnię, z której słynie Paweł Majka w swoich powieściach.

Recenzja: Łukasz Rzadkowski

Udostępnij ten wpis!

Dodaj komentarz

Facebook
Instagram
Twitter
Google+
YouTube
RSS