Recenzja – „Wstęga” Andriej Lewicki


Książka Andrieja Lewickiego pt. „Wstęga” to najnowszy „kolor” w serii „Fabrycznej Zony”. Według wydawnictwa to niekanoniczny S.T.A.L.K.E.R., dla podkreślenia różnic zaznaczony czerwonym trójkątem i nazywany „Antymirem” lub „Antyświatem”. Uważam to za dużą zaletę. Uniwersum ujęte z całkiem innej perspektywy można traktować jak nowe tchnienie w światy postapo.

Akcja powieści rozpoczyna się w Kompleksie stojącym na granicy Kordonu i Sektora. Jest to jednostka wojskowo-badawcza, w której przeprowadzane są obserwacje i analizy nad materiałami (artefaktami, zwierzętami, mutantami i innymi) pochodzącymi z Sektora. Żołnierze zaś mają za zadanie ochraniać budynek oraz nadzorować brzeg tej części Zony, by nikt niepowołany nie przedostał się ani na jedną, ani na drugą stronę.

Zasadniczo główny bohater jest jeden. Nazywa się Paweł „Garsteczka” Nowickij, żołnierz, przewoźnik i przemytnik. Zna się na swoim fachu i ma sporo za uszami, ale na polu nieznanego mu Sektora nie mógłby wiele zdziałać,gdyby nie jego kompani – Chemik i Czerwony Kruk. Zanim jednak pozna swoich towarzyszy, budzi się na podłodze zamkniętego Kompleksu mając obok siebie martwego kolegę. Okazuje się, że przez Sektor, Kordon i dalej przeszła bardzo silna fala, która uśmierciła wszystkich znajdujących się w budynku ludzi z wyjątkiem Garsteczki. Później okazuje się, że ocalał jeszcze jeden pracownik Kordonu. Jest nim Polak, inżynier, o pseudonimie „Chemik”, który pracował w laboratorium kierowanym przez profesora Kaufmanna.

Nowickij wie, że do Sektora wyjechała ekspedycja badawcza, która była pretekstem dla jego przełożonego, majora Titomira do wymiany walizki pieniędzy na bardzo rzadki artefakt „oko zła”. Rozum podpowiada mu, że skoro w Kordonie ocalał tylko on, to równie małe szanse na przeżycie mieli ludzie znajdujący się na zewnątrz. Walizka zielonych banknotów skusiłaby każdego, więc Garsteczka nie zastanawia się długo i próbuje wydostać się z zamkniętego na cztery spusty kompleksu. Pomaga mu w tym poznany przez interkom chwilę później i, o ironio, uwięziony w laboratorium Chemik. Dzięki artefaktowi o nazwie „partner”, Chemik – chociaż na odległość – staje się dla Garsteczki prawą ręką i różnymi przydatnymi wskazówkami pomaga mu w miarę bezpiecznie dostać się na stację kolejową znajdującą się w Sektorze. Tam bohater poznaje Czerwonego Kruka, osobliwego najemnika, który pała żądzą zemsty na Titomirze. Poznaje również informacje, od których zależy jego życie i odkrywa w sobie nieznane wcześniej umiejętności panowania nad artefaktami. Od tego momentu Garsteczka, Chemik i Czerwony Kruk stają się dla siebie nie tylko towarzyszami, ale również wspólnikami w realizowanym przez siebie planie.

Potężny artefakt, mający wpływ na „być albo nie być” naszego świata, będący w rękach szaleńca, próby przeszkodzenia mu i przy okazji wzbogacenia się przez głównego bohatera to dobry temat na książkę. Co prawda Garsteczka wybiera się do Sektora z czystej chciwości, jednak z czasem można zauważyć, że jego działania przestają opierać się tylko na próbach napchania kieszeni. Trzeba też pamiętać, że Nowickij to człowiek zdecydowanie od robienia a nie myślenia. Pod względem zasobu wiedzy teoretycznej doskonale uzupełnia go Chemik. O tym, jak wykorzystać ją w praktyce dowiaduje się od Kruka. Nie twierdzę, że Garsteczka to zupełny prymityw. Jednak, tak jak napisałam wcześniej, bez swoich towarzyszy sam spryt w pełnym niebezpieczeństw Sektorze jest niewystarczający. W zasadzie Nowickij mógłby wziąć pieniądze i wybrać się w podróż marzeń, ale na jego drodze pojawia się perspektywa przeżycia prawdziwej przygody, odkrycia tajemniczego Zaginionego Miasta i rzecz jasna ocalenia swojego świata.

„Wstęga” to tak naprawdę wprowadzenie w bardziej zaawansowane wydarzenia, których centrum jest Zaginione Miasto i mający wpływ na równowagę kontinuum artefakt „oko zła”. Oczywiście nie brak tu interesujących opisów perypetii Garsteczki, ale wszystkie przedstawione wątki zmierzają do jednego rozwiązania. Na szczęście autor nie dał mi długo na to czekać. Pierwszego czerwca premierę będzie miała druga część powieści – „Wojna”.

Książka napisana jest ciekawym stylem. Wszystkie ukazane zdarzenia nie są monotonne ani nudne. Akcja jest raczej wartka, dialogi wyważone. Każda postać jest dobrze opisana i przybliżona. Sam główny bohater przechodzi małą przemianę, co stanowi dodatkowe urozmaicenie fabuły.

Powieść Andrieja Lewickiego to ciekawe ujęcie uniwersum, bardzo dobrze znanego z innych książek. Oczywiście jest to pozycja obowiązkowa dla fanów serii „Fabryczna Zona”. A dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z postapo bardzo dobry powód na poznanie tej sfery fantastyki. Polecam.

Recenzja: Paulina Pietrzak

Udostępnij ten wpis!

Dodaj komentarz

Facebook
Instagram
Twitter
Google+
YouTube
RSS