Recenzja – „Zgliszcza” Piotr Zaremba


Połowa 1945 roku, moment, w którym zakończyła się druga wojna światowa. Konflikt o niewyobrażalnej skali, który pochłonął dziesiątki milionów ofiar. Państwo polskie okaleczone zdradziecką napaścią swoich sąsiadów próbuje podnieść się po zakończeniu działań wojennych. Jednak kolejny cios – tym razem ze strony sojuszników w Jałcie – rzuca Polaków w objęcia jeszcze gorszego wroga. Zawarty pokój jest tylko pozorny, trwa próba sił przed przejęciem kraju przez stalinowski aparat władzy. Jedyną nadzieją na odzyskanie niepodległości wydaje się być chłopski PSL, który w latach 1945-47 stanowił opozycję dla komunistycznej hydry. Jednakże zarówno referendum w 1946 roku (słynne „3 x tak”), jak i wybory przeprowadzone rok później pokazują, kto tak naprawdę przejął władzę w poranionej wojną Polsce.

Powieść „Zgliszcza” Piotra Zaremby to próba pokazania rzeczywistości, w jakiej znaleźli się Polacy po zakończeniu drugiej wojny światowej. Sama okładka, jedna z najlepszych, jakie widziałem ostatnimi czasy, daje do myślenia. Zgliszcza – kojarzą się ze zniszczeniem, destrukcją. I pierwszy, szybki rzut oka podświadomie rejestruje jakąś ruinę, jednak ułamek sekundy później można spostrzec, iż nie jest to zrujnowany pałac – ale przeciwnie –budowany. Ważne jest również to, jaka konstrukcja powstaje – a jest nią słynny Pałac Kultury i Nauki w Warszawie, symbol dominacji rosyjskich władz i poddaństwa polskich socjalistów. Doskonale podkreśla to przestrzelona, skrwawiona czcionka, którą utworzono tytuł. Krzysztof Kibart, autor okładki, zasłużył na duże wyrazy uznania.

Akcja powieści dzieje się w okresie od 1945 do 1956 roku, jednakże zdecydowana większość zdarzeń rozgrywa się w dwóch pierwszych, kluczowych latach po zakończeniu wojny. Kilkanaście miesięcy zmagań o to, kto będzie zwycięskim graczem na politycznej scenie. Bohaterami tej książki są czołowe postacie ówczesnych władz: Mikołajczyk, Cyrankiewicz, Gomułka, Nałkowska… Występują tu również postaci fikcyjne. Jedną z nich jest Stanisław Jarosz, którego pierwowzorem był Stanisław Jagusz. Bohater ten, jest także historyczną klamrą spinającą opowieść. Spora część książki powstała na podstawie autentycznych dokumentów, zarówno pamiętników (jak choćby ten prowadzony przez Marię Hulewicz, dzięki któremu poznajemy postać Stanisława Mikołajczyka), jak i znalezionych przez autora w zasobach IPN-u autentycznych notatkach Urzędu Bezpieczeństwa. Wspomniane dokumenty są raportami współpracowników oraz zeznaniami dotyczącymi przesłuchiwanych przez UB osób (znaleźć je można na kartach tej powieści).

„Zgliszcza” to tekst dopieszczony pod względem historycznym, jak i personalnym do najmniejszych szczegółów. Znajdziemy tu wszystkie przełomowe zdarzenia z powojennych lat, jak również reakcję na nie zarówno polityków, jak i zwykłych ludzi. Nie ma tu konkretnego bohatera lub – ujmując to inaczej – bohaterami tej powieści są zwykli ludzie, zagubieni w powojennej rzeczywistości i niesieni nadzieją na odbudowę Polski. Kilka postaci tworzy główną oś fabularną (Mikołajczyk, Jarosz) jednakże nie są one do końca bohaterami czysto pierwszoplanowymi. Raczej tworzą pewien punkt odniesienia, który jest pretekstem do pokazania zagubienia Polaków w tamtych chwilach i prób odnalezienia się w powojennych realiach.

Można powiedzieć – znamy tę historię z podręczników. Ale tym, co urzeka w „Zgliszczach” jest wręcz namacalna interakcja czytelnika z losami Polaków. Przygotowania do referendum, ukazanie jawnego modelu oszustwa, który prosowieckie władze Polski powtórzyły już całą bezczelnością rok później, podczas wyborów do sejmu, historia żołnierzy wyklętych (na podstawie losów Mariana Bernacika „Orlika” oraz jego podwładnych) czy nawet wprowadzenie do narracji Zofii Nałkowskiej, by ukazać punkt widzenia współczesnych elit – a wszystko to dopieszczone w najmniejszych szczegółach. Nawet jedna ze scen, która w książce jest dość marginalna, a mnie wyjątkowo urzekła – przybycie posłanki Chorążyny do Wrocławia. Opis tego miasta po działaniach wojennych, jest po prostu magiczny. A takich literackich obrazów jest w „Zgliszczach” mnóstwo.

Aparat władzy, z początku jeszcze nieśmiało represjonuje naród, by w kolejnych miesiącach poczynać sobie coraz śmielej, poprzez nie tylko stosowanie przemocy wobec opornych, ale także przez łamanie ich psychiki i prześladowanie bliskim im osób. Z drugiej strony PSL Mikołajczyka, mimo tłamszenia próbuje walczyć o wolną Polskę, będący nadzieją dla tych, którzy zauważyli wrogie działania ze strony komunistów. Walka, w której zwycięzcą może być tylko jeden – ten, który miał więzienia, środki przymusu bezpośredniego, fałszywych idealistów i potrafił zmuszać ludzi do najpodlejszych zachowań. Wydaje się to być nieprawdopodobne, ale cały ten mechanizm Zaremba ukazuje w swej książce w sposób perfekcyjny.

„Zgliszcza” Piotra Zaremby to powieść, która rzuca na kolana. Wspaniale odmalowany portret Polski i Polaków, którzy po zakończeniu wojny próbują odnaleźć nadzieję i odbudować swoją ojczyznę. Świetnie odwzorowane, historyczne postacie, które okazują się być nie tak czarno-białe, jak maluje je historia. No i zwykli ludzie ze swymi problemami i dylematami, które muszą rozwiązać. A nad tym wszystkim góruje Polska, kraj, w którym ledwie zakończono jeden konflikt zbrojny, by popadł on w drugi – tym razem polityczny. Choć… Czy aby na pewno polityczny?

Recenzja: Robert Rusik

Udostępnij ten wpis!

Dodaj komentarz

Facebook
Instagram
Twitter
Google+
YouTube
RSS