Recenzja – „Ziemia kłamstw” Anne B. Ragde


Anne Birkefeldt Ragade, bardzo ceniona norweska pisarka pisząca i dla dzieci, i dla dorosłych, akcję swojej powieści „Ziemia Kłamstw” (przetłumaczonej na 20 języków i sprzedanej w milionach egzemplarzy, a także sfilmowanej) umieściła w okolicach miasta Trondheim gdzie pracowała długo jako wykładowczyni tamtejszego uniwersytetu.

Miejscem tej akcji jest mała norweska wioska, w której stoi dom dość dużej, ale, co widać od pierwszych stron powieści, wyraźnie skłóconej rodziny. Całości dopełnia mroczny klimat typowy dla pisarzy skandynawskich, który sprawia, że „Ziemia Kłamstw” od pierwszych stron mocno wciąga i fascynuje.

Jest w tej książce jakiś fatalizm. Jakieś czające się w tle zło. Powieść zaczyna się w okresie poprzedzającym Boże Narodzenie, ale bardzo szybko orientujemy się, że nie będzie to czas radości. Choroba Anny Nashov, nestorki rodu, kładzie się cieniem na życiu całej rodziny, ale zupełnie inaczej niż można byłoby się tego spodziewać. Odczucia jej dorosłych synów są bardzo dalekie od tkliwego smutku czy żalu. To, co czują, przypomina bardziej żałobę nie po niej, a po sobie samych oraz chęć rozliczenia się z własną przeszłością. Anna – apodyktyczna, skąpa i nieznosząca sprzeciwu rządziła swoimi trzema synami i mężem twardą ręką, jej śmierć jest więc dla nich czymś w rodzaju wyzwolenia, nie przynosi jednak ukojenia.

Powoli poznajemy trzech braci. Jeden to przedsiębiorca pogrzebowy, który stracił wiarę, choć trzyma jej się trochę dla zasady. O nim dowiemy się najmniej, choć to właśnie on wprowadza nas w mroczny, dziwny klimat wioski. Drugi brat to artystycznie uzdolniony, zamożny gej, żyjący z długoletnim partnerem w Kopenhadze, on jeden jest jak się wydaje szczęśliwy, choć również cierpi. I jest jeszcze trzeci brat, rolnik z powołania przez całe życie pracujący pod dyktando skrajnie oszczędnej i wymagającej matki… Trzech braci, trzy życia, trzy postawy. Pierwszy brat to wiara i przedsiębiorczość, drugi – hedonizm i odrzucenie, trzeci – obowiązek i poświecenie. Poświęcenie ponad wszystko. Są to też trzy osobiste tragedie.

Choroba, a wkrótce potem śmierć matki zmienia wszystko. Od tej chwili prawo milczenia narzucone przez nią przestaje działać, pancerz, w którym zakują dusze swoich synów pęka, ale czy to oznacza, że będą umieli się odnaleźć?

I jest jeszcze Torunn, jej wnuczka, dziewczyna, a właściwie już dorosła kobieta, której tamta nigdy nawet nie widziała. Nieślubne dziecko Tora i kobiety, która ukroiła sobie zbyt duży kawałek pasztetu. Dziecko miłości przez matkę zakazanej.

Tych czworo ludzi plus ojciec, który zupełnie się nie liczy to teraz rodzina Neshov. Podzielona, obarczona bagażem krzywd i doświadczeń. Pełna sekretów, pretensji i żalów oraz dziwnej nienawiści (czasami też odrazy) do wciąż milczącego, bardzo wycofanego ojca. Zaniedbany, brudny dom, podupadające gospodarstwo, bieda… Oszczędzanie na wszystkim. Nawet na jedzeniu. Wiejski brud i smród. Plotki i to, że wszyscy wszystko wiedzą, wszyscy się znają. Zapadła dziura, gdzie pewnych rzeczy się nie wybacza, a inne ukrywa.

Jest też cudowna miłość Tora do zwierząt i jego trudna, ale niepozbawiona miłości relacja z matką.
Powoli wchodzimy w rodzinne zależności i waśnie, w mroczną, mroźną pogodę Skandynawii. Od samego początku towarzyszy nam uczucie, że coś jest nie tak i to wrażenie nie opuści nas aż do końca… Coś nie pasuje, coś zaraz się stanie. To wrażenie rośnie z każdą chwilą, potęgowane opisami przyrody i niedomówieniami w rozmowach między braćmi.

Ta powieść jest przepiękna, choć bardzo trudna, genialna i zaskakująca jak najlepszy kryminał. Spokojny tok narracji, pozornie nic nieznaczące szczegóły, opowieści rodzinne, początkowo dość niezrozumiałe reakcje i wybory życiowe jej członków, wszystko to prowadzi nas nieuchronnie ku naprawdę szokującemu rozwiązaniu, które po prostu powala na kolana. Kiedy poznajemy prawdę, zaczynamy rozumieć, jak potwornie zakłamane potrafi być życie.

Mimo iż „Ziemia kłamstw” jest częścią sagi, to jednak w żadnym wypadku nie jest li tylko powieścią obyczajową, jednym z tych lekkich „czytadeł”, do których ostatnio przyzwyczaili nas wydawcy. To przepięknie skonstruowana opowieść z pogranicza thrillera i powieści psychologicznej. Książka, która przeraża i poraża, a nade wszystko zachwyca. Gdybym mogła, natychmiast sięgnęłabym po następne tomy. Jest świetna i mroczna, ale też mądra i niezwykła.
Polecam każdemu, ja jestem zachwycona i stylem, i fabułą, i pomysłem, jestem też zaintrygowana tym, co autorka ma nam do powiedzenia w następnych tomach, bo jeżeli zastosować tu zasadę Hitchcocka, że początek ma być „trzęsieniem ziemi”, a potem napięcie ma już tylko rosnąć, to spodziewam się czegoś naprawdę mocnego.

Recenzja: Iwona Banach

Udostępnij ten wpis!

Dodaj komentarz

Facebook
Instagram
Twitter
Google+
YouTube
RSS