Wywiad – Małgorzata Falkowska

Małgorzata Falkowska

Małgorzata Falkowska – niepoprawna optymistka z wiecznym uśmiechem na twarzy; pochodzi z Włocławka; wyjeżdżając na studia do Torunia, zakochała się najpierw w mężczyźnie (obecnie już mężu), który pomógł jej zakochać się także w Toruniu, gdzie mieszka do dziś. Absolwentka Uniwersytetu Mikołaja Kopernika oraz Akademii Pedagogiki Specjalnej, pedagog specjalny, oligofrenopedagog, surdopedagog, terapeuta zajęciowy. Na co dzień pracuje w Środowiskowym Domu Samopomocy Fundacji im. Brata Alberta w Toruniu. Wykładowca na kierunku terapia zajęciowa oraz oligofrenopedagogika, pokazuje innym, że praca z niepełnosprawnymi może być nie tylko źródłem zarobku, ale i pasją.

Jakie to uczucie widzieć swoją debiutancką powieść na półce w księgarni? Czy towarzyszył Ci stres w związku z jej premierą?

Uczucie zarazem dziwne, jak i przyjemne. Uwielbiam odwiedzać empik, żeby zobaczyć czy jestem. Nawet mój mąż czasem czekając na mnie, wchodzi do empiku, aby potem mi powiedzieć, że stoję obok Very (Falkowska i Falski muszą być blisko siebie). Czy towarzyszył mi stres? Na pewno. Nie wiedziałam, jak książkę odbiorą najbliżsi, a co dopiero nowe grono, nieznanych mi osób. Zdaje sobie sprawę, że książka nie będzie się podobać wszystkim, bo jest przewidywalna, ale mi bardziej chodziło o to, aby bawiła, niż żeby zaskakiwała. W życiu trzeba się śmiać, a jeśli ktoś robi to dzięki mojej książce to jest to dla mnie dodatkowa motywacja do pracy.

Czekasz z niecierpliwością na każdą nową recenzję, czy raczej wolisz omijać je z daleka? Kto jako pierwszy przeczytał książkę i wydał opinię na jej temat?

Uwielbiam czytać recenzję, a jeszcze jak dotyczą mojej książki to jestem wniebowzięta. Jeśli ktoś mnie skrytykuje, to zrozumiem to i chętnie z nim o tym porozmawiam, jeśli zechce. Nie stworzono na świecie takiego, co by wszystkim dogodził więc ja tym bardziej nie planuję na siłę taka być.

Kto przeczytał książkę jako pierwszy? Teraz pewnie czekacie na imię kogoś z grona moich bliskich, ale Was zaskoczę. To wydawnictwo pierwsze przeczytało książkę (recenzent z wydawnictwa) i napisało do mnie w sprawie jej wydania. Aż wstyd się przyznać, ale nie wierzyłam, gdy dostałam maila od Videografu. Szukałam w nim drugiego dna…i nie znalazłam. Naprawdę mnie chcieli. Znaczy się „Męża” ze mną w pakiecie.

Ile czasu zajęło Ci napisanie “Męża…”?

Nie lubię tego pytania. Wielu uważa, że napisanie książki zajmuje około roku, a mi wstyd, że nawet teraz 2 miesiące po premierze nie minął jeszcze rok, jak zaczęłam pisać. Samo pisanie to półtora miesiąca, przy czym należy pamiętać, że pracuję w sumie na dwóch etatach i pisałam tylko nocą. „Mąż potrzebny na już” był moją odskocznią, podczas najtrudniejszego czasu w moim życiu. Był możliwością wylania emocji, choć wiele osób się wciąż dziwi, że powstała z tego komedia.

Od razu wiedziałaś jaką powieść chcesz stworzyć? Czy kolejne będą utrzymane w podobnym klimacie? A może gdzieś tam czai się pomysł aby poeksperymentować, na przykład z powieścią grozy?

Aaaa powieść grozy w moim wykonaniu, również byłaby komedią. Od początku wiedziałam, że będą przyjaciółki, jedna szukająca męża, a reszta średnio w nią wierzących. Reszta powstawała podczas pisania. Dziewczyny niejednokrotnie zmieniły mi plany, robiąc coś czego nie miały robić. Wiem, że brzmię dziwnie, ale tak jest. Autor tworzy koncepcję, bohaterów, tło, ale nadchodzi  moment, że zaprzyjaźnia się z bohaterami i pozwala im robić to, co chcą (przecież są dorośli).

Jeśli chodzi o inne książki, to lubię eksperymenty i w jednym już zaczęłam brać udział. Daleki od komedii, ale do grozy jeszcze mu dalej. Więcej zdradzić nie mogę. Skończyłam pisać drugą część „Męża” i zanim siądę do trzeciej (bo takie plany się pojawiły w mojej głowie) piszę coś zupełnie innego. Poważniejszego i trudnego. Nie chcę ograniczać się do jednego gatunku, ale komedię na pewno pisać będę. Dostaję tyle wiadomości z propozycjami, że mam z czego wybierać. Choć wizja „Żony potrzebnej na już” chyba nie powinna być pisana przez kobietę.

Twoi znajomi nie bali się, że bohaterowie powieści będą stanowili odbicie ich samych?

Nie, nie było obaw. Choć przyznam, że wiele sytuacji z „Męża” wydarzyło się naprawdę. Tu muszę pochwalić moją rodzinę i przyjaciół, którzy skrupulatnie wyszukiwali fragmentów o sobie. Najlepszy bez wątpienia był w tym mój brat, Darek, który czytając książkę pisał mi  masę smsów. Mam wrażenie, że wydanie książki, jeszcze bardziej zbliżyło moją rodzinę, co dla mnie jest wielkim sukcesem. Miło usiąść przy stole i debatować, co będzie dalej u dziewczyn. Najgorsze jednak jest to, że ja wiem, a oni muszą poczekać.

Którą z bohaterek lubisz najbardziej?

Do każdej z nich mam sentyment, bo każda ma choć trochę moich cech. Nie są przerysowane, ale chciałam, żeby były bardziej moje. Zależało mi, aby czytelniczki znalazły w nich także i siebie. Niby szalone, ale jednak zwyczajne. No może prócz Zośki.

Mam nadzieję, że mężczyźni przedstawieni w powieści to w 100% wytwór Twojej wyobraźni. Czy tacy straszni faceci w ogóle istnieją?

Nie mówię, że wszyscy są źli, bo przecież mam męża. Jednak i opisani przeze mnie mężczyźni chodzą po tym świecie. Pamiętam wiadomość od jednej z czytelniczek, jaką dostałam tydzień po premierze „ja też znam Amadeusza”. W mojej wizji był on całkowicie fikcyjną postacią, ale jak widać, gdzieś w Polsce można go znaleźć.

A gdzie Gosia Falkowska szukałaby męża?

Gdzie Gosia znalazła męża to jest ciekawe. Moje plany były inne. Miłość miała być po studiach, kiedy znajdę pracę, ale cóż Wojciech się pojawił i tak został. Pomógł mi wnieść walizkę do autobusu (zaznaczam, że zrobił to widząc moją nieudolność, bo miałam walizkę, torby i jeszcze rozmawiałam przez telefon). Od słów „dam radę” i kilku uszczypliwości doszliśmy do wymiany telefonami.

Ile Gosi jest w Berce? Jedną cechę wyłapałam już podczas lektury – miłość do książek.

Procentowo nie jestem w stanie odpowiedzieć. Masz rację książki są ze mnie, miłość do „Króla Lwa” też moja, ulubiony kolor, sukienka ślubna… Na czymś musiałam się wzorować.

Skąd wziął się pomysł na imię głównej bohaterki? Mnie ostatnio imię Bernadetta kojarzy się niestety z niezbyt pozytywną postacią, która również stała się bohaterką jednej z książek. Czy wymyślanie imion to trudne zadanie, czy raczej kwestia, którą niespecjalnie zaprzątałaś sobie głowę?

I teraz uznacie mnie za schizofreniczkę, ale naprawdę tworząc moje bohaterki miałam je przed oczami. Wiem, jak wyglądają, a te imiona idealnie do nich pasowały. Bernadetta może być jednak pozytywna. Sądzę, że łatwiej zapamiętać taką Berkę niż kolejną Anię.

Po skończonej lekturze wnioskuję, że poczucia humoru Ci nie brakuje. Masz jakąś ulubioną zabawną historyjkę lub anegdotę ze swojego życia, którą chciałabyś się z nami podzielić?

Moje życie to komedia. Moi Podopieczni się o to starają, każdego dnia zaskakując mnie nowinkami typu: napój gazowanopodobny, woda truskawkowa z kranu, czy kara dla Stasia i Nel za to, że pili za dużo wody z wodopoju. Zabawnych historii można by pisać i pisać, ale ja najbardziej lubię tą z ciastkami czekoladowymi i małą Gosią. Pamiętam do dziś, jak mama zawołała mnie, brata i tatę, po czym zadała pytanie: „kto zjadł ciastka czekoladowe z barku?”. Gosia jako wzór cnót i dobroci odpowiedziała od razu „ja nie lubię”, po czym wszyscy zaczęli się śmiać. Nie dziwię się, byłam cała umorusana czekoladą, ale to naprawdę nie ja zjadłam te ciasteczka. Do dziś cała rodzina się śmieje, jak znikają jakieś słodycze mówiąc, że Gosia nie lubi.

I teraz przypomniała mi się akcja robotnik. Mama powiedziała, że mamy nie jeść słodkiego, żeby mieć miejsce na obiad. Panowie za oknem malowali balkony, a ja i Darek chcieliśmy coś zjeść. Sięgnęliśmy po paluszki, a kiedy przyszła mama, powiedzieliśmy, że daliśmy jej panom za oknem, bo byli głodni. Mama nie uwierzyła, ale kiedy dwa dni później do naszego okna zapukał pan z prośbą o kawę, nawet mama uwierzyła w naszą opowieść o paluszkach.

Zakończenie jest powalające! Czy rozwiniesz rozpoczęte wątki w kolejnej powieści?

Ależ oczywiście, że je rozwinę. Dziewczyny jeszcze namieszają, ale wszystko skończy się tak, jak chce tego czytelnik i one same.

Uchylisz czytelnikom rąbka tajemnicy, czego mogą się spodziewać w kolejnym tomie?

Mogę powiedzieć jedynie tyle, że drugą część zdominuje Zosia, która do dziś śni mi się po nocach. Tak nieokrzesanej dziewczyny, to ja nie znałam.

Rozmawiała: Katarzyna Małek

Udostępnij ten wpis!

Dodaj komentarz

Facebook
Instagram
Twitter
Google+
YouTube
RSS