Wywiad – Melissa Darwood

foto: Hanna Szejn fotografia


Mój pierwszy w życiu wywiad. Tak bardzo się starałam, że aż musiałam skrócić listę pytań. Nie jest to jednak mój czas, a autorki, która podbiła serca polskich czytelniczek. Melissa Darwood, tajemnicza kobieta ukrywająca się pod pseudonimem. Sama opisuje się jako: wrażliwa, rodzinna, romantyczka. Na oficjalnej stronie można dowiedzieć się, że pisze dla siebie, jak i dla kobiet, które bez względu na wiek czują się młodo. W każdej książce autorki można spotkać się aspektami paranormalnymi, emocjami oraz idealnie dopasowanym wątkiem miłosnym. Podczas pisania zasiada z dużym kubkiem kawy z mlekiem oraz rumiankiem, a świeże powietrze i ruch działają na nią stymulująco. Autorka obecnie pisze swoją piątą powieść, która jest jednocześnie drugim tomem debiutanckiej książki „Larista”. „Guerra” przedstawi losy postaci drugoplanowych z pierwszego tomu. Pracowita, utalentowana, ambitna, szczera i niebojąca się konstruktywnej krytyki – taki obraz autorki jawi mi się po przeprowadzonym wywiadzie. Chwytajcie za grzanki z masłem i miodem. Zapraszam do czytania.

Katarzyna Gnacikowska (KG): Kiedy pierwszy raz wzięłam „Pryncypium” do ręki, myślałam że mam do czynienia z zagraniczną autorką. Byłam wielce zdziwiona, kiedy odkryłam prawdę. Co Panią skłoniło żeby pisać pod pseudonimem?

Melissa Darwood (MD): Przyczyn było kilka. Przede wszystkim zaważyły względy zawodowe. Gdy już podjęłam decyzję, że moją debiutancką powieść wydam pod pseudonimem, postanowiłam, że będzie to zagraniczne imię
i nazwisko. Kierowałam się głównie opiniami młodych czytelniczek, które otwarcie twierdziły, że z większą ochotą sięgają po pozycje młodzieżowe z obco brzmiącym nazwiskiem autora na okładce. Uznałam również, że w przypadku ewentualnych przedruków książki za granicę łatwiej będzie wypromować tego typu pseudonim. Po kilku latach przyzwyczaiłam się już do Melissy Darwood, a i czytelnicy, którzy cenią moją twórczość, zaakceptowali fakt, że piszę pod pseudonimem.

KG: Czy ma Pani jakieś rytuały podczas pisania książki?

MD: W dni kiedy mogę całkowicie poświęcić się pisaniu, przygotowuję sobie grzanki z masłem i miodem lub powidłami, do tego kawę z mlekiem w dużym kubku, dodatkowo zaparzam rumianek i zasiadam z laptopem na kolanach na kanapie. Kiedy dopada mnie zmęczenie, wyciągam rower i wybieram się na przejażdżkę. Taka wycieczka najczęściej mnie regeneruje. Kiedy natomiast za oknem śnieg i mróz, wówczas piszę z termoforem, przykryta ciepłym kocem. Jestem strasznym zmarzlakiem. Wycieczki rowerowe zimową porą zastępuję spacerami. Świeże powietrze i ruch zawsze działają na mnie stymulująco.

KG: Nie jest to Pani pierwsza książka. Czy któraś z wydanych powieści jest bliższa Pani sercu? Jeśli tak, to która
i dlaczego?

MD: Mam wrażenie, że najbliższa mojemu sercu jest zawsze ta powieść, nad którą w danym momencie pracuję. Do tej pory napisałam cztery książki, a piąta właśnie powstaje. I za każdym razem, gdy jestem w świecie danej powieści odczuwam bliskość z bohaterami, wczuwam się w ich sytuację, przeżywam to, co ich spotyka. Wówczas nie myślę
o książkach, które napisałam wcześniej i nie zastanawiam się nad tymi, którymi zajmę się w przyszłości. Jestem całym sercem tu i teraz.

KG: Czy śledzi Pani recenzje blogerskie swoich książek? Jak traktuje Pani te niepochlebne? Krytyka wzmacnia czy podcina skrzydła?

MD: Recenzje są dla mnie bardzo cennym źródłem informacji, pod warunkiem, że napisane są w konstruktywny sposób, a osoba recenzująca znajduje się w grupie, do której skierowana jest dana powieść. Pozytywne opinie sprawiają mi wiele radości, dają pozytywną energię, która przekłada się na dalszą motywację do pisania. Te negatywne natomiast uczą mnie jakich błędów powinnam wystrzegać się na przyszłość. Potrafię znieść uzasadnioną i sprawnie uargumentowaną krytykę. Ciężko jednak godzę się z przejawami zazdrości, sarkazmu i rozgoryczenia, którymi bywają przesiąknięte opinie osób, które same zajmują się pisaniem książek.

KG: Dlaczego zdecydowała się Pani zacząć pisać książki? Co lub kto zmotywował Panią do podjęcia takiego kroku?

MD: Nie przypominam sobie konkretnego dnia kiedy zdecydowałam się na pisanie powieści. Dużo zawdzięczam mojej przyjaciółce, dzięki której zajęłam się pracą nad „Laristą”. To od tej książki zaczęła się na poważnie moja przygoda
z pisarstwem, które jest teraz jednym z najważniejszych aspektów mojego życia. Praktycznie od początku mogłam liczyć na wsparcie mojej rodziny i bliskich znajomych, a po premierze debiutu grono życzliwych mi osób powiększyło się
o wspaniałych czytelników. Teraz również oni motywują mnie do podejmowania kolejnych wyzwań pisarskich, za co jestem im ogromnie wdzięczna.

KG: Czy wszystkie pomysły czerpie Pani z głowy? Może poszukuje Pani inspiracji u innych twórców?

MD: Książki, filmy, seriale, muzyka, malarstwo są częścią życia każdego z nas. Nie da się uniknąć inspiracji z zewnątrz, co więcej nie należy postrzegać jej negatywnie (chyba że inspiracja zaczyna nosić znamiona kopiowania bądź plagiatu). Staram się być oryginalna w swoich pomysłach i sięgać do zasobów własnej wyobraźni. Pytanie jednak, czy to co widzę oczami wyobraźni należy wyłącznie do mnie, czy powstało na bazie wzorców, postaci, obrazów, które gdzieś widziałam, o których kiedyś czytałam? Nic nie powstaje z próżni. Naszą wyobraźnię kształtuje wszystko, co nas otacza. To co mamy w głowie jest zlepkiem tego, co doświadczyliśmy. Każdy pisarz czymś się inspiruje – świadomie bądź mniej.

KG: Są autorzy, którzy pod presją wydawnictw tworzą kolejne tomy serii na siłę. Czy wyobraża sobie Pani żeby ktoś narzucił Pani kiedy i jak ma tworzyć?

MD: Nie jestem zwolenniczką pisania na siłę. Autor powinien czuć to, o czym pisze. Jeśli propozycja Wydawnictwa spotyka się z gotowością pisarza do tworzenia kolejnych tomów książki to świetnie. Jeśli natomiast autor nie wykazuje w danym momencie zainteresowania dalszymi losami swoich bohaterów, a po głowie chodzi mu raczej pomysł na inną powieść, to z korzyścią zarówno dla niego samego, jak i dla jego czytelników, będzie jeśli rozpocznie pisanie nowej książki. Może po niej przyjdzie ochota na pisanie kontynuacji poprzedniej powieści?

KG: Czy polski rynek wydawniczy, Pani zdaniem, jest ciężki do „wybicia się”?

MD: Na pewno nie jest łatwy. Pisarz w Polsce konkuruje z tysiącami zagranicznych twórców z bestsellerowych list New York Timesa, których książki są tłumaczone na nasz język. Spora część dużych wydawców nie publikuje w ogóle powieści polskich autorów. Pisarz wpierw musi przekonać do swojej twórczości wydawcę, a później jeszcze czytelnika. Trzeba dużo pracy, samozaparcia, wiary we własne siły i pokory, żeby zostać dostrzeżonym przez wydawnictwo, które zechce zainwestować w naszą powieść. Tyle samo potrzeba, by zdobyć uznanie czytelnika.

KG: Z biegiem czasu, kiedy już emocje po premierze osiadają, a radość zaczyna plasować się na normalnym poziomie – czy zastanawia się Pani nad tym co mogła zrobić inaczej? A może wręcz przeciwnie, zamyka Pani ten rozdział życia, żeby udać się do następnego?

MD: Staram się wyciągać wnioski na przyszłość. Nie cofnę czasu, a zamartwianie się nie sprawi, że będę posuwać się do przodu. Nie twierdzę, że wszystko spływa po mnie jak po kaczce. Staram się jednak za każdym razem uświadamiać sobie, że rozpamiętywanie tego co było oddala mnie od tego, co przede mną. A przede mną jeszcze dużo książek, które proszą się o napisanie.

KG: Trzy słowa, które opisują Panią to?

MD: Wrażliwa. Rodzinna. Romantyczka.

KG: W „Pryncypium”, każdy z bohaterów ma inne cechy charakteru, dzięki którym się wyróżnia. Czy pisząc książkę opierała się Pani na realnych postaciach czy jest to raczej fikcja literacka?

MD: Zdecydowanie fikcja literacka, chociaż w każdym bohaterze kryją się pojedyncze cechy charakteru, z którymi spotkałam się u ludzi w realnym świecie. Jednak z całą pewnością nigdy nie poznałam kogoś takiego jak Zoltan, Aniela, Moses czy Wira. A szkoda.

KG: Imię i jego wpływ na ludzkie losy to jeden z głównych wątków „Pryncypium”. Skąd pomysł na taki wątek?

MD: Zawsze intrygowało mnie znaczenie mojego imienia. Skąd się wywodzi, kto znany w historii również je nosił, jakie są charakterystyczne cechy osób, które je posiadają? Czy osoby o tym samym imieniu są do siebie podobne? Myślę, że imię może po części opisywać charakter człowieka, podobnie jak znak zodiaku. Na tym bazowałam zaczynając pisanie powieści. Reszta potoczyła się już własnym torem.

KG: Zoltan jest postacią bardzo zadufaną w sobie, jednak z biegiem czasu jego zachowanie drastycznie się zmienia. Dlaczego Pani pokusiła się o taką zmianę charakteru? Czy nie sądzi Pani, że zabrała coś pierwotnej postaci?

MD: Przemiana bohatera w tym przypadku nastąpiła w naturalny sposób. Nie planowałam jej, gdy zaczynałam pisać powieść. Staram się zawsze dawać moim postaciom dużo swobody, nie zakładam z góry jak postąpią. Uważam, że ludzie mogą się zmienić pod wpływem zdarzeń i osób, które mają wpływ na ich życie. Tak też zadziało się w przypadku Zoltana.

KG: Czy wyraźna różnica między światem Anieli i Zoltana była zabiegiem celowym?

MD: Tak. Od początku zakładałam, że znajomość tych dwojga będzie burzliwa. Byli dla mnie niczym ogień i woda. Dwie przeciwności, które mimo różnic się przyciągają.

KG: Wielu czytelników czuje niedosyt i uważa, że można mocniej zgłębić przedstawiony przez Panią świat. Czy nie zastanawiała się Pani, aby z „Pryncypium” stworzyć serię książek?

MD: Tak jak wspomniałam, nie jestem zwolenniczką pisania serii na siłę. Po „Pryncypium” zajęłam się kreowaniem świata „Luonto”, po nim zabrałam się za „Tryjon” (obie niezależne powieści ukażą się w 2017 roku nakładem Wydawnictwa Filia). Obecnie jestem skupiona na pisaniu kontynuacji swojej pierwszej książki – „Laristy”. Tytuł roboczy drugiego tomu, który w zasadzie można uznać za niezależną powieść, to „Guerra”. I chociaż będzie to historia osadzona w uniwersum Guardianów i Tentatorów, to jej głównymi bohaterami są drugoplanowe postacie z „Laristy”. Być może na podobny zabieg zdecyduję się z „Pryncypium”. Nie zastanawiałam się jeszcze nad tym wnikliwie. Obecnie koncentruję się na ukończeniu „Guerry”.

KG: Septyzacja to proces dość dobrze opisany na kartach powieści. Skąd pomysł na taki zabieg?

MD: Ciężko mi odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie, bowiem przebieg tworzenia tego procesu ewaluował w trakcie pisania powieści. Nie był to pomysł, który przyszedł mi do głowy spontanicznie. Raczej rządził się on swoimi prawami podczas tworzenia historii Laufrów, Hermanów i kreowania na bieżąco świata, w którym funkcjonowali bohaterowie.

KG: Wiele się mówi o nikłym czytelnictwie w naszym kraju. Czy sądzi Pani, że naprawdę jest aż tak źle?

MD: Uważam, że czytanie książek jest wspaniałą rozrywką, do której niestety spore grono odbiorców zniechęca się na etapie edukacji szkolnej. Młodzież zarzucana jest lekturami, które często są mało ciekawe. Uczniowie są niejako zmuszani do czytania tego, na co nie mają ochoty. Dopóki nie spotkają na swojej drodze powieści, która ich porwie, będą tkwić w przeświadczeniu, że czytanie jest nudne. Biorąc pod uwagę mnogość rozrywek z jakich możemy obecnie korzystać, nie jest, aż tak tragicznie z naszym czytelnictwem. Na pewno obniżenie podatku na książki, zwiększenie nakładów na zakup nowości do bibliotek oraz aktywna kampania promująca czytelnictwo wśród szerokiego grona społeczeństwa, podniosłoby ten poziom.

KG: Jest wiele osób, które chciałyby pisać i wydawać swoje książki. Czy opierając się na swoim doświadczeniu, ma Pani dla nich jakieś rady? Czego unikać, co robić, aby być coraz lepszym?

MD: Myślę, że nie istnieje złoty środek. Dużo zależy od naszej determinacji i czasu jakim dysponujemy. Osobom, które piszą książki i chcą je wydawać, doradziłabym się nie poddawać (chociaż wiem, że nieraz ma się ochotę rzucić tę robotę w diabły). Uważam, że jeśli wkładamy serce w naszą twórczość, doskonalimy swój warsztat pisarski każdego dnia, dużo czytamy oraz wierzymy we własne możliwości, to nasze marzenia o publikacji prędzej czy później się zrealizują.

KG: Bardzo dziękuję za udzielenie wywiadu.

Rozmawiała: Katarzyna Gnacikowska

Udostępnij ten wpis!

Dodaj komentarz

Facebook
Instagram
Twitter
Google+
YouTube
RSS